Marshall Stratford
"Strach"
Jednym ruchem kruszył jego mostek.
Palił jego blizny i rany.
Sprawiał, że trzęsły się jego dłonie.
Wysyłał złe dusze prosto w jego mózg,
by mąciły mu umysł.
Krążył w jego krwiobiegu wraz z adrenaliną,
niczym trucizna.
Łzy wciskał w kąciki jego oczu.
Drutem kolczastym zaciskał się na jego wnętrznościach.
Kruszył jego nadzieje, podcinał jego skrzydła.
I podczas, wyczekiwanego spotkania,
zimnym pocałunkiem wydarł z płuc jego powietrze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz